
Zapraszam na ciekawy wywiad - n.i.m co robi Kamil gdy słyszy swoją muzykę w radiu ;)
ie dałbym rady mieszkać w Warszawie. Tam jest za szybko i takie życie na pokaz. Ja wciąż mieszkam w rodzinnych Lipkach pod Brzegiem. I chcę tam zostać do końca życia! - mówi wokalista Kamil Bednarek
Karolina Kijek: Byłam na twoim koncercie trzy lata temu. Występowałeś w opolskim NCPP jeszcze w składzie Star Guard Muffin. W koszulce "Nie jara mnie Kamil Bednarek". W tej kwestii, pomimo kilku nagród, miliona fanów i niesłabnącej popularności, nic się nie zmieniło?
Kamil Bednarek: Jeżeli coś się miało zmienić, to jedynie na lepsze. Na razie nadal oswajam się z tym, co się dzieje dookoła mnie. To nie jest łatwe - kiedy poszedłem do "Mam Talent", miałem 19 lat. Byłem więc zupełnie nieświadomy tego, co się wydarzy. Nagle musiałem zrobić szybki kurs dojrzewania.
Życie osoby publicznej, którą się stałem, jest inne niż anonimowej. Przyszła więc taka nieznana mi dojrzałość, którą musiałem przyjąć i się z nią oswoić. Nadal mam całą masę marzeń - nowych, innych - i chcę, żeby ktoś się inspirował tym, co robię. Życie nie pokazuje nam tego na co dzień, ale każdy z nas jest wyjątkowy. Jeżeli uwierzymy bardziej w siebie - oczywiście nie zapominając o pokorze, bo ona pozwala się rozwijać dwa razy bardziej - to jest szansa, że osiągniemy swój cel. Nawet się tego nie spodziewając, tak jak ja

Idąc na casting do "Mam Talent", nie miałeś nadziei, że udział w programie może być startem do kariery?
- Zupełnie nie. Byłem bardzo zestresowany tą sytuacją. Pierwszy raz występowałem w telewizji. Nadal cieszyłem się życiem, miałem wówczas wakacje. Dla mnie było to bardziej dowartościowanie mojej pasji.
Według ciebie programy typu talent show faktycznie pomagają pasjonatom rozwinąć skrzydła?
- Nie jestem ich zwolennikiem i nie oglądam takich programów. Wszystko jest tam wyreżyserowane. Jednak, co by nie mówić, mój przypadek pokazuje, że występ w talent show może pomóc. Po jednym odcinku zmieniło się wszystko. Dobre jest to, że ktoś może cię dostrzec. Oczywiście nigdy nie zagwarantuje ci to stałej kariery: dostajesz żelazo, z którego możesz coś wykuć. Jeśli ktoś potrafi wykorzystać ten czas, to ma szansę grać długo A jeśli nie długo, to przynajmniej osiągnąć to, o czym marzył. Nie jest powiedziane, że każdy musi funkcjonować jako muzyk nie wiadomo ile lat. Trzeba grać tyle, ile się czuje i nie robić nic na siłę, bo wówczas pasja ucieknie. Jeśli ludzie mają coś do pokazania, a przy tym nie brakuje im pokory, to na pewno w takich programach zaistnieją.
Ale z wielu osób, które przewinęły się przez te programy, na polskim rynku muzycznym zaistniało jedynie kilku artystów. Wśród nich ty.
- Jeśli chodzi o mnie, to być może akurat zaistniała potrzeba przypomnienia sobie o typie muzyki, którą tworzę. Może my, Polacy, potrzebujemy naładować się dobrymi wartościami? Reggae je w sobie niesie. Wystarczy już bycia smutnym. Według mnie jeśli człowiek cieszy się z małych rzeczy, buduje swój mały, szczęśliwy świat i docenia ludzi wokół - to już jest sukces. Kocham pokazywać na koncertach ludziom, że są wyjątkowi. Usuwać bariery, które funkcjonują na co dzień.
Boimy się pokazywać swoje słabości, bo każdy chce być dzisiaj silny. Nie ma takich normalnych spotkań jak kiedyś, bo teraz "widujemy się" przede wszystkim na Facebooku. Na wszystko brakuje czasu, a my nie chodzimy tylko biegamy. Dlatego ja te koncerty, te spotkania z ludźmi uwielbiam. To takie chwilowe zatrzymanie się w tym pędzącym świecie
Po występie w "Mam Talent" przyszedł moment, że zauroczył cię świat celebrytów i chciałeś się w nim znaleźć?

- Dostawałem zaproszenia, ale nigdy nie chodziłem na imprezy, nie pozowałem na ściankach. Zupełnie mnie to nie kręci. Proponowano mi również bycie jurorem w programach typu talent show. Odmawiałem, bo jak mogę kogoś oceniać, skoro sam się uczę? Nie mam odpowiedniego doświadczenia. W "Bitwie na głosy" zgodziłem się na bycie trenerem, ale jedyne, co mogłem nauczyć wokalistów, to zajawki, pasji do muzyki, którą sam mam.
A jakie jest dzisiaj twoje podejście do show-biznesu?
- Przede wszystkim na luzie i z dużym dystansem. Dla mnie to świat, w którym nie chciałbym się na stałe znaleźć. Zdaję sobie jednak sprawę, że muszę być w mediach, bo ludzie, którzy cenią moją twórczość, chcą wiedzieć, co się u mnie dzieje. Ale nie dałbym rady mieszkać w Warszawie. Tam jest za szybko i takie życie na pokaz, dużo nieszczerości Ale może właśnie o to chodzi w dzisiejszych czasach, żeby ładnie wyglądać?
Cały czas mieszkam w swoich rodzinnych Lipkach pod Brzegiem. I nie wyprowadzę się stamtąd, chcę tam zostać do końca życia. Nie ciągnie mnie do żadnego innego miejsca na świecie. Lipki to mój dom, tam się czuję dobrze, tu jest moja energia, moi przyjaciele Ja strasznie nie lubię być sam. Jak mam ich gdzieś obok, to jest mi najlepiej na świecie.
Podczas tras koncertowych tęsknisz?
- I to jak! Gdy nie ma obok ciebie bliskiej osoby, to dopiero wtedy zdajesz sobie sprawę, jaka jest ważna. A bliscy to dla mnie akumulatory energii. Na szczęście mój zespół fajnie się doszlifował i też jest moją małą rodzinką. Kiedy jestem w domu, brakuje mi tras i moich ziomków, ale z kolei gdy jestem w trasie, brakuje mi domu. Bardzo lubię wracać do Lipków, spędzać czas z przyjaciółmi, grać z bratem .
Dlaczego akurat reggae?
- Sam się dziwię, ale dlaczego nie? (śmiech - przyp.red.) Taką prawdziwą odpowiedzią będzie cofnięcie się w przeszłość, do czasów, kiedy miałem 15 lat. Słuchałem wówczas dużo hip-hopu, ale pamiętam, że nie cieszyłem się życiem, a ta muzyka pogarszała mój codzienny nastrój. Ja lubię przekaz, który nakręca i wtedy usłyszałem reggae. Zupełnie inna energia. Zacząłem słuchać coraz więcej i z czasem poznałem historię tego gatunku. No i twórczość Boba Marleya, którym zacząłem się fascynować, rozumieć Jego utwory są szczere oraz proste, tworzy niesamowitą energię, która trafia i w ucho, i w serducho. Do tej pory jest moim mentorem.
Pewnego razu pomyślałem sobie, że chciałbym nie tylko czerpać z tej muzyki, ale i ją tworzyć. Założyliśmy zespół, były pierwsze koncerty, zwycięstwa No i z nieba spadła ta szansa, na której jadę sobie czwarty rok.
Co chcesz przekazywać przez swoje utwory?

- Masę różnych wartości. Przede wszystkim chcę, żeby za moją muzyką stały moje doświadczenia, to, co przeżyłem. Na ostatnią płytę nagrałem utwory, które stworzyłem mając 17 lat - czyli "Cisza" oraz "Dla ciebie". Resztę piosenek pisałem niemal na kolanie, bo album powstawał w ciągu miesiąca. Tworzenie piosenek to dla mnie sposób na wykrzyczenie się Chciałbym pokazywać ludziom, że powinni dążyć za tym, co czują. Nieważne co mówią inni. Przede wszystkim liczy się to, co w sercu. W dzisiejszych czasach jest to trudne, świat stał się niesamowicie dziwny, za dużo w nim nieszczerości
Nie bójmy się dobrych emocji! Najlepiej znaleźć jakąś pasję, bo dzięki niej człowiek staje się szczęśliwy. Tak myślę. Czuję się doceniony, widzę, że ludzie cieszą się koncertach, bo dostali ode mnie to, czego chcieli, więc i ja się cieszę. To fajne i uzależniające zarazem.
Lepsze niż inne używki?
- Trudno to porównać z czymkolwiek. To jest satysfakcja, zupełnie inny stan niż wypicie drinka, po którym czujesz się dobrze. Koncert to spełnienie siebie, czysta radość, endorfina. To ważne, żeby czuć się docenionym. Wtedy człowiek czuje się wyjątkowo.
A który twój utwór jest dla ciebie wyjątkowy i ma szczególne znaczenie?
- Każdy jest równie ważny, bo jest częścią mnie. Przypomina mi pewne momenty z mojego życia, to taka księga pozbieranych flashbacków
Co robisz, kiedy słyszysz swoje utwory w radiu?
- Przełączam. Nie lubię słuchać czegoś, z czego nie jestem do końca zadowolony. Chyba trochę za szybko powstał mój ostatni album, ale tak bardzo chciałem nagrać coś nowego! Już nie mogłem wytrzymać. Chciałem wyżyć się w utworach, wyśpiewać to, co nowego przeżyłem. Za to wyszło lepiej niż się spodziewałem pod względem brzmienia. Włożyliśmy w to całe serducho i zapewne dlatego płyta odniosła taki sukces. No i na albumie znalazł się utwór, który napisałem w wieku 17 lat, czyli "Cisza". Powstała wówczas do zupełnie innego podkładu - hiphopowego. Odłożyłem go do szuflady, a przez lata tekst nabrał nowego znaczenia
Do nagrania tej piosenki namówił cię brat.
- Tak. Powiedział "Dla mnie nie nagrasz?" (śmiech - przyp.red.). Nie było innego wyjścia
Nie tylko brat poprosił cię o nagranie piosenki. Andrzej Wajda zwrócił się do ciebie z prośbą o utwór do filmu "Wałęsa. Człowiek z nadziei".
- To było dla mnie niesamowicie stresogenne. Miałem napisać utwór o czasach, w których nie żyłem, nie było mnie nawet w planach... Nie lubię tak. Moi rodzice mogliby coś na ten temat powiedzieć, ale nie ja. Źle się z tym czułem, więc zdecydowałem się na cover. A jeśli cover, to taki, który czuję, który odnosi się do mojego życia i doświadczeń. Wykorzystałem więc piosenkę, którą śpiewam od pięciu lat, czyli "Dni, których jeszcze nie znamy" Marka Grechuty. Dla mnie ten utwór jest ważny i wydaje mi się, że pasował do filmu. Te przyszłe dni były ważne dla ludzi walczących o to, by upadł komunizm w Polsce.
Jak wygląda twój kalendarz na najbliższe parę miesięcy?
- Koncerty, koncerty i płyta. Praktycznie każdy weekend mam zajęty. Jeszcze nie wiem, kiedy wyjdzie nowy album, bo nie chcę zapeszać. Chcę ją zrobić tak, żebym był z niej zadowolony.
Będzie w tym samym klimacie co twoje poprzednie płyty?
- Nie, w zupełnie innym. Każdy mój album będzie inny, nie chcę nagrywać ciągle tego samego. Chciałbym odkrywać siebie w innych dźwiękach, brzmieniach, gatunkach muzycznych. Łączyć je i gdzieś szukać siebie. Żeby to było charakterystyczne, by ktoś kto włączy piosenki pomyślał najpierw o tym, że to moje, a nie, że to jakiś konkretny gatunek muzyczny.
W ciągu tych trzech lat osiągnąłeś to, o czym wielu artystów marzy. Masz na koncie parę nagród, wielu fanów, twoje utwory nie schodzą z list przebojów. Masz jeszcze jakieś marzenia jako wokalista?

- Największe z dotychczasowych spełniłem, ale mam jeszcze masę kolejnych marzeń. Kiedy realizujesz jedno, pojawia się drugie. Niektóre są dosyć poważne, ale nie chcę ich wypowiadać - niech po prostu się realizują. Jeśli się uda, to na pewno się tym pochwalę.
A o czym marzy Kamil Bednarek, 23-letni chłopak z Lipków?
- Żeby nie stracić pasji, żeby nigdy to nie było automatyczne i żebym ani przez chwilę nie pomyślał: po co ja to robię? Nie chcę stracić chęci do grania i tworzenia. Chcę być zdrowy, bo w sumie to jest najważniejsze.
( źródło: opole.gazeta.pl )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz